gotowe na (prawie) wszystko gotowe na (prawie) wszystko
Odtwarzanie przeszłości to skomplikowana sprawa… Większość wspomnień to pamiątki szczęśliwszych czasów…Na tej stronce bawimy się wspomnieniami, przyłączcie się do nas. Zapraszamy! Odtwarzanie przeszłości to skomplikowana sprawa… Większość wspomnień to pamiątki szczęśliwszych czasów…Na tej stronce bawimy się wspomnieniami, przyłączcie się do nas. Zapraszamy!

Kalendarz

grudzień 2017
P W Ś C P S N
« lutego    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Kategorie:

Archiwum:



…a to już wspomnienia. Pamiętacie, to te zdjęcia, które kiedyś obiecałam. Jesteśmy tam prawie nierozpoznawalne. Ale jest tam i moja ulubiona chusta i spodnie i buty kupione na jarmarku czyli wszystko co trzeba…a ta woda śmierdziała jak zepsute jajka.

19/08/2008
Opublikowane jako: Ogólna, Pełną piersią! — An @ 21:03

zdjecie_3.jpg

zdjecie_1.jpg

zdjecie_21.jpg


Zapach rzeki

23/06/2008
Opublikowane jako: Małe tęsknoty, Pełną piersią! — An @ 21:49

Tak, poszalałam do siódmej rano…. Ale nie o tym, nie o tym

W pracy mamy parking nad rzeką. Niedawno, umęczona upałem, po nudnych 8 godzinach pracy podążałam do mojego rozgarznego do granic możliwości samochodu. I poczułam go, zapach rzeki.
Pamiętacie nasze wakacje nad Stryszawką? Nad tzw. Jazem. Coś do picia, jedzenia, słońce, spędzałyśmy tam całe dnie prawie. A jakie były atrakcje! Podtapianie przez kolegów należało do głównych. Iz najlepiej skakała na główkę, ja się tego nigdy nie nauczyłam, ale umiałam zrobić fikołka pod wodą.
Rzeka w lecie pachnie niesamowicie…
Pamiętam jedno takie popołudnie, które skończyło się burzą i straszną ulewą. A my ściągnęłyśmy buty i śmiejąc się biegłyśmy po największych kałużach , deszcz był taki ciepły, a my takie młode.
Ech dziewczyny, żałuję, że mnie z Wami nie było w tą sobotę…


Cóż lubią dzieci?

03/06/2008
Opublikowane jako: Pełną piersią! — Iz @ 21:06

Widzę, że blogowiczki łapią kolorek na cudownie grzejącym słonku i wieczorkiem nie mają już sił… U mnie niestety słońce wywołuje wyłącznie piegi. I to, jak zauważyłam, wprost proporcjonalnie do przybywających mi dni… no to klikam….

Dzisiaj młodzież bawi się w lokalach, knajpkach i to nie byle jakich, ba dzieciakom-przedszkolakom imprezki urodzinowe organizuje się w klubach specjalnie do tego przystosowanych, bajkolandiach, bajdocjach, Mc Donaldach (najtaniej i najsprawniej i najszczęśliwiej - dzieci radosne, bo jedzenie niezdrowe i baloniki są i zabawki, i pobrudzone farbą buźki, a rodzice uśmiechnięci, bo krótko, bo w domu porządek, bo można wypić kawę i pogadać z innymi, bo hostessa męczy się opanowując rozbrykane towarzystwo….

A za naszych wczesno-młodzieńczych czasów szczytem marzeń była imprezka w remizie (tak jak wesele)… To stwierdziłyśmy z An, że marzenia powinno się spełniać i jakeśmy postanowiły, takeśmy zrobiły… I gdzieś w okolicach września późnego, lub wczesnego października wywiało nas na Juszczyńskie Polany… sympatyczne zadupie… remiza też niezłego gatunku… gości sporo - pół klasy, znajomi z kursu tańca i ci którzy pomagali w transporcie całej wyżerki… Każda z nas, solenizantek dostała stado maskotek- pluszaków, przytulanek… i to takie same… Zabawa przednia było… napojów (tych wyskokowych też), jadła nie brakowało do czasu… do czasu, gdy w drzwiach nie pojawiła się koleżanka Ba Dr z całą bandą (dokładnie sztuk siedem) wygłodzonych, zmęczonych turystów-studentów… a jak wiadomo student-turysta jak kołnierz nie wylewa i jedzeniem nie gardzi… wszystko zniknęło ze stołów w przeciągu pół godziny… dobrze, że torty makowo-kawowe ozdobione mnóstwem czekoladowych serduszek ocalały…
W rodzinnym domu mam jeszcze (pełnoletnią już) wesołą małpkę… a tu w G, gdzieś w szufladzie leży piękna, drewniana, rzeźbiona, bransoleta… Iw i Ka - dzięki…


18-stki

01/06/2008
Opublikowane jako: Pełną piersią!, Za murami LO — Iz @ 06:57

Osiemnaste urodziny obchodzone w szkole, w klasie - to było wydarzenie. Nie tylko dlatego, że któryś z naszych kolegów przekroczył ten magiczny, wymarzony próg dorosłości. Tak naprawdę przecież nic się dla nas nie zmienił. Ani z wyglądu zewnętrznego, ani z charakteru. Jedynie mógł kupować papierosy, piwo i chodzić do kina na filmy dozwolone od lat 18-stu, na które i tak chodził już w wieku 15-lat jeśli był dobrze wyrośnięty. (Ja w wieku 23 musiałam okazywać legitymację;-/). Cała reszta (czyt. klasa) cieszyła się, bowiem w Tym dniu mogła zrzucić granatowe mundurki i nie narażając się na obniżenie oceny z zachowania, ubrać tak jak chciała, na wesoło, kolorowo a przede wszystkim pomysłowo… Nie obchodziło nas, że poprzedniego dnia sztab kobiet z naszych rodzin był zaangażowany w pieczenie ciasta – trzeba było przynieść odpowiednią ilość bowiem… każdy profesor był częstowany… zazwyczaj ten, który nas uczył, ale zdarzało się trafiać i do innych (często błagali o to koledzy z innych klas)…
W szkole tym dniu marzenie Solenizant miał jedno- NIE ODPYTYWAĆ JEGO KOLEGÓW I KOLEŻANEK.. A profesorowie trzymali fason, a nas zaś specjalnie nie interesowało, czy z dobrej woli, czy tez dlatego, że tak wypadało – spełniali te marzenia. Na przerwach siadaliśmy całą bandą na schodach (najlepiej się siedziało pod pracownią ZPT) z ciachami w rękach i śpiewaliśmy…
Pamiętacie jak fajnie było?


Babia Góra

15/05/2008
Opublikowane jako: Pełną piersią! — An @ 21:50

Uwielbiam ją. Bo za każdym razem jest inna. W tym roku też tam pojdę, pierwszy raz z synkiem Tomusiem.

Pamiętacie, jak wybrałyśmy się tam na Wschód Słońca. Na szlak wyruszyłyśmy z domu R. W nocy, z latarkami, do schroniska gdzie miałyśmy przespać się do rana. Na progu przywitali nas wściekli Goprowcy, którzy zarządali dokumentów, których to nie miałyśmy. Gdy się uspokoili wyjaśnili nam, że szukają jakiejś zaginionej grupy z Krakowa. Myśleli, że to my. Krakowiacy na szczęście przybyli nie długo po nas, nieświadomi paniki jaką spowodowali. Nocleg był fantastyczny. Na szarych materacach, na takiej jakby oszklonej werandzie, mialyśmy spać. Ja nie mogłam, zawsze miałam problem z zaśnieńciem w zbiorowych salach, więc raczej próbowałam zasnąć do samego świtu, kiedy to zaczęło lać. Poszłyśmy więc jak przestało, to było już po wschodzie.

Szłyśmy w mgle…. jakiś czas, potem mgłę na chwilę rozwiał wiatr i zobaczyłyśmy widok “przecudnej urody”. I tak juz było na sam szczyt, niesamowite, jakby nam ktoś wyświetlał przeźrocza. Potem wyszłyśmy nad chmury.

Uwielbiam Babią Górę, ma w sobie magię. Zawsze mnie zachwyca.
Mam na strychu zdjęcia z tej naszej wyprawy i obiecuję, że w jakiś deszczowy weekend je znajdę , zeskanuję i umieszcze tu na naszej stronce.

Czekam na Was.


Następne »